Jak powstawała polityka spójności UE

W dniu wczorajszym na łamach „Gazety Wyborczej” pojawił się ciekawy artykuł o kulisach powstawania zapisów polityki spójności na lata 2014-2020.

Poniżej fragment artykułu.

Zamiast „sport” mówili „rekreacja”. Energię nazywali „smart”. Potem był superraport o tym, jak do starej Unii wraca połowa naszych dotacji. A na koniec kolacje z dobrymi alkoholami. Tak Polacy pisali politykę spójności dla Europy. Dostałeś 80 mld euro. Gratulacje. Ale razem z pieniędzmi dostałeś listę, na co wolno ci je wydać. Możesz przeznaczyć je na remont domu. Ale instalacji gazowej nie wolno ci założyć. Internetu też nie podciągniesz. Aha, na remont może pójść tylko mała część. Resztę musisz wydać na szkolenia. Może poślij syna na kurs dla kierowców tirów. W okolicy nie masz dróg, żeby jeździć tirami? Uuuu, to masz kłopot. Nie wydasz tych 80 mld.

W takiej właśnie sytuacji była Polska dwa lata temu. Wtedy Komisja Europejska zaproponowała, żeby z nowego unijnego budżetu dać jej 80 mld euro. Jednocześnie pokazała propozycję nowej polityki spójności, czyli listę zakazów i nakazów wydawania funduszy. – To był dokument upraszczający system jedynie dla Komisji, ale komplikujący życie państwom Unii. Gdyby Unia przyjęła go w takiej formie, szanse, że wykorzystalibyśmy wszystkie te pieniądze, byłyby ograniczone – mówi Marceli Niezgoda, wiceminister rozwoju regionalnego. Według prawa Komisja Europejska tylko proponuje nowe regulacje. Ich ostateczna forma wykuwa się w długich negocjacjach.

Link do całości artykułu

<< Wstecz